Czy reżim demokratyczny jest jedynym możliwym i najlepszym sposobem uregulowania stosunków społecznych i politycznych?

 

Czy reżim demokratyczny jest jedynym możliwym i najlepszym sposobem uregulowania stosunków społecznych i politycznych?

 

Odpowiedź na pytanie zawarte w tytule, wbrew pozorom, wcale nie jest prosta, bowiem pojęcie systemu politycznego samo w sobie jest nieco skomplikowane. Badania nad systemami politycznymi wymagają przecież uwzględnienia co najmniej trzech płaszczyzn: instytucjonalnej, strukturalno-funkcjonalnej i systemowej[1]. Podejście instytucjonalne sprowadza system polityczny do całokształtu instytucji oraz relacji zachodzących między nimi, a także zasad działania systemów normatywnych, na podstawie których działają. W tym ujęciu jest to więc ogół osób, grup i organizacji – podmiotów odgrywających dominującą rolę w wypracowywaniu, wprowadzeniu w życie i w interpretacji norm regulujących życie społeczeństwa. Podejście strukturalno-funkcjonalne traktuje system polityczny jako proces polityczny dokonujący się w ramach poszczególnych wspólnot, takich jak np. państwo. Zatem w tym ujęciu system polityczny składa się nie z jednostek, a z wypełnianych przez nie ról. Podejście systemowe rozpatruje interakcje pomiędzy systemem i jego otoczeniem. Powiązania te sprowadzają się do trzech etapów: wejście, przetworzenie i wyjście. Wejście i wyjście są relacjami między systemem a otoczeniem, zaś przetworzenie jest wewnętrznym procesem systemu[2].

Przyjmując założenie, że do wyboru mamy jedynie podział na reżimy demokratyczne i niedemokratyczne, wśród których wyróżnia się systemy totalitarne i autorytarne, można bez wątpienia powiedzieć, że demokracja jest jedynym akceptowalnym reżimem dla cywilizowanego świata. Trzeba jednak pamiętać, że wspomniany podział jest bardzo nieostry. Zarówno demokracje, jak i systemy niedemokratyczne nie są sobie równe, nie da się więc uniknąć dalszych podziałów. Nawet wśród demokracji niektórzy badacze wykazują konieczność podziału na demokracje liberalne (pełne) i elektoralne (formalne). W tych ostatnich mogą zaś pojawić się przypadki łamania praw jednostki, dyskryminacji mniejszości czy ograniczenia zasady rządów prawa, co wydaje się być sprzeczne z pojęciem demokracji[3].

Zatem pojęcia reżimu demokratycznego nie można rozpatrywać jednoznacznie. Może się bowiem okazać, że system autorytarny, w którym rolę dyktatora pełni człowiek mądry i rozsądny, będzie w danym momencie bardziej przyjazny dla społeczeństwa niż demokracja łamiąca podstawowe prawa człowieka. Jest dość oczywiste, że Polacy naturalną koleją rzeczy odrzucają myśl o reżimie totalitarnym… trauma 40 lat nie zagoi się w ciągu jednego pokolenia. Z naszego punktu widzenia demokracja i wolność to pojęcia niemal identyczne. Demokracja gwarantuje wolność, a reżim oparty na wolności to demokracja. Cóż za proste skojarzenie… tylko czy do końca prawdziwe?

Demokracja to przede wszystkim udział w sprawowaniu władzy (demokracja bezpośrednia) lub kontrola władzy i jej ograniczanie (demokracja pośrednia, przedstawicielska)[4], innymi słowy to rządy większości, system w którym wartość jednostki mierzona jest jej talentem nie pochodzeniem, w którym wszyscy są równi wobec prawa, i gdzie wolność rozumiana jest jako prawo do prywatności. To jednak nie jest to samo co wolność – pogląd, iż demokracja jest tożsama z wolnością wymaga istotnej korekty. Owszem, demokracja umożliwia czynny udział w sprawowaniu władzy, lecz ulega on ograniczeniu w nowoczesnych społeczeństwach, gdzie ze względu na ich wielkość i utrwalenie się systemu reprezentacji demokracja bezpośrednia nie może być praktykowana. Uczestnictwo w sprawowaniu władzy pozwala cieszyć się wolnością polityczną, czyli obywatelską, lecz nie jest ona tożsama z wolnością indywidualną, z wolnością w sferze prywatnej. Demokracja musi być więc połączona z innymi instytucjami, które zabezpieczają wolność poszczególnych ludzi jako osób.

Tymczasem wolność to przede wszystkim brak przymusu, również w postaci presji ze strony innych osób czy społeczeństwa. Taka wolność nie jest możliwa tam gdzie nie ma prawa, ale jest również trudna w jakimkolwiek reżimie. Zasadniczo demokracja sprzyja wolności indywidualnej i jest systemem najmniej ingerującym w życie prywatne jednostki. Nie oznacza to jedna, że wolność automatycznie gwarantuje. Demokracja nie jest bowiem od przymusu wolna. Koncepcja demokracji oparta na pojęciu woli powszechnej ma wręcz charakter paradoksalny. Z jednej strony, obywatel opowiada się za rozwiązaniem prawnym x, za którym w jego przekonaniu przemawiają silne racje. Z drugiej strony, powinien zaakceptować wolę większości wprowadzenia rozwiązania y jako racjonalną. Tym samym wolę jednostki sprowadza się do woli ogółu. Jest to więc swoiste „zmuszenie” do wolności.

Co gorsza, w demokracji zanikają obiektywne kryteria wartości i ich hierarchii. Ludzie zatracają zdolność rozróżniania tego, co wartościowe od bezwartościowego, wszystkie potrzeby i związane z ich zaspokajaniem przyjemności traktowane są podobnie. W demokracji nie liczy się prawda, lecz opinia większości, która ulega częstym wahaniom, czy to pod wpływem zmieniających się samorzutnie nastrojów, mody czy wskutek posłuchu dawanego atrakcyjnie przedstawianym nowym poglądom (np. głoszonym przez politycznych demagogów). Co zatem w sytuacji, w której wolą większości zostaje wybrany na przywódcę autokrata? Czy to jeszcze demokracja (wszak liczy się wola większości), czy już totalitaryzm? To emocjonalnie uformowana opinia większości, sprawiająca, iż namiętny stosunek do przekonań staje się podstawą do uznania jej za obowiązującą do chwili, gdy ponownie nie ulegnie zmianie. Anarchia wynikająca z rozmaitości poglądów i postaw zmusza do uznania, że demokracja nie do końca jest reżimem racjonalnym, kieruje się bowiem namiętnościami i zmiennym nastrojem demokratycznego obywatela. Zmienność opinii nie jest w tym przypadku przejawem wolności, lecz świadczy o uległości wobec namiętności. Ani obywatel, ani państwo kierujące się namiętnościami, czyli zmiennymi upodobaniami, nie są zdolne do kierowania sobą i w tym klasycznym sensie nie są wolne.

Powyższe krytyczne uwagi wcale nie oznaczają skłonności totalitarnych czy autorytarnych ich autorki, która z gruntu jest osoba demokratyczną, wręcz wolnościową. Są raczej swoistym zaznaczeniem, że demokracja, przynajmniej w obecnie istniejącym pojęciu, nie jest reżimem idealnym. Są nadzieją, że kiedyś powstanie system, który do tej pory pozostaje w sferze utopii… dobry dla państwa i przyjazny jednostce.

 

Bibliografia

  1. Antoszewski A., Herbut R., Systemy polityczne współczesnego świata, Gdańsk 2001.
  2. Sartori G., Teoria demokracji, Warszawa 1994.
  3. Wojtaszczyk K., Jakubowski W., Społeczeństwo i polityka; Podstawy nauk politycznych, Warszawa 2003.
  4. Żebrowski W., System polityczny, [w:] Podstawowe kategorie polityki, red. S. Opara, D. Radziszewska-Szczepaniak, A. Żukowski, Olsztyn 2005.

 

 

 

[1] W. Żebrowski, System polityczny, [w:] Podstawowe kategorie polityki, red. S. Opara, D. Radziszewska-Szczepaniak, A. Żukowski, Olsztyn 2005, s. 258.

[2] K. Wojtaszczyk, W. Jakubowski, Społeczeństwo i polityka; Podstawy nauk politycznych, Warszawa 2003, s. 235.

[3] A. Antoszewski, R. Herbut, Systemy polityczne współczesnego świata, Gdańsk 2001, s. 18.

[4] G. Sartori, Teoria demokracji,  Warszawa 1994, s. 344.

Reklamy